Losowe zdjęcie

Zarezerwuj termin


Zobacz kalendarz Domu

Historia jednego turnusu...

Kiedy w 1987 roku zaczynałem kapłański żywot byłem przekonany, że co jak co, ale kontakt z oazą i wszystkim co się z nią wiąże na pewno mi nie grozi. Miałem swoje, wprawdzie nie oparte na doświadczeniu, ale jednak swoje zdanie (niezbyt przychylne) na temat Ruchu Światło-Życie. Gitara, śpiew i zero głębi: to był mój sąd na temat oazowiczów spotykanych czasem na drodze, w pociągu czy na ulicy.

Jakież było więc zaskoczenie...

...gdy w 1989 roku zostałem wikariuszem parafii NSPJ w Nowym Targu, gdzie oznajmiono mi że po moim poprzedniku mam zostać moderatorem wielkiej wspólnoty oazowej. Nie miałem zielonego pojęcia co się z tym robi. Kupiłem parę książek ks. Blachnickiego, przeczytałem i dowiedziałem się co nieco. Bardziej nieco niż co. Kolejne spotkania z "moją" oazą rozwiewały obawy. Byli to bardzo fajni ludzie. Uczyli mnie jak to się robi. Przygotowywali spotkania - zarówno te małe, w grupach jak i te duże całej wspólnoty. Robiłem co mogłem, aby za nimi nadążyć, czasem nadrabiając miną a czasem rzeczywiście łapiąc ducha sprawy.

Po moim poprzedniku dostałem również klucze do domu rekolekcyjnego w Groniu. Ks. Krzysztof Kopeć zawiózł mnie tam pewnego pięknego dnia wrześniowego i tak już zostało.

Zbliżały się wakacje, czas wyjazdów na rekolekcje. Uznałem, że nie wypada mi, jako moderatorowi bądź co bądź jednej z największych wspólnot w Archidiecezji (od Bielska po Kraków i od Jaworzna po Nowy Targ), nie poprowadzić jednego turnusu rekolekcji. Oczywistym było że powinienem pojechać do Gronia.

Rekolekcje o których chcę opowiedzieć...

...rozpoczęły się końcem czerwca 1990 roku. Stare wygi animatorskie zjechały się dzień wcześniej, przyjrzały mi się uważnie i oceniły że nie jest źle (mity na mój temat, jakobym był oazowym tyranem z sercem z kamienia, a nawet z betonu pojawiły się nieco później!). Na razie zapowiadało się nieźle, to znaczy "jak zawsze". Czas pokazał że nie było "jak zawsze", ale skoro postanowiłem o tym wspomnieć na stronie internetowej kochanego Gronia, to nie przypadkowo mój wybór padł akurat na ten turnus. Zarówno animatorzy, jak i uczestnicy, zarówno panie kucharki jak i diakon, zarówno gospodarczy Jacek jak i mały Michał nie wiedzą pewnie, że sprawili iż dobrze się poczułem w Ruchu Światło-Życie i następnych kilkanaście lat poświęciłem szczerze zarówno pracy formacyjnej jak i materialnej trosce o dom w Groniu.

Zdjęcia tu zamieszczone pokazują ludzi i sytuacje z tamtego czasu. Autorem jest Arapacho. Tak ją nazywaliśmy. Przemiła dziewczyna z indiańskim warkoczem (stąd przezwisko) i nieodłącznie z zabytkowym aparatem fotograficznym z wielką lampą błyskową w dłoni. Czarno-białe fotografie opatrzę tylko małymi komentarzami. Jeśli ktoś się na nich odnajdzie może odezwą się miłe wspomnienia. Życzę tego z całego serca. We mnie odzywają się nieprzerwanie od tamtego czasu.


Ks. Stanisław Bercal
Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa. (Rz 13, 10)